|
Katarzyna Winters |
|
|
|
"U kresu tęczy.Wiosna" w przygotowaniu Poniżej fragment drugiego tomu powieści. - Wymarzone warunki do lotu balonem – stwierdził Nero. Pieski wkrótce ujrzały z daleka startujące z oddali maszyny. Za około pięć minut chmurkobus łagodnie zatrzymał się przed oszklonym, dużym budynkiem. Nad wejściem wisiał świecący neon z napisem “Aeroport”. Przyjaciele wysiedli z pojazdu i przeszli do ogromnej hali odlotów. Panował tam spory ruch. Całe wycieczki oraz pojedynczy pasażerowie stali w kolejkach do odprawy. Co kilka minut przez megafony ogłaszano odloty kolejnych samolotów, helikopterów czy balonów. Na gigantycznej czarnej tablicy wyświetlano na bieżąco godziny, perony i trasy odlotów. Napisy te co rusz się zmieniały, wciąż pojawiały się nowe. - Spójrzcie! - Tusieńka wskazała łapką. Na tablicy pojawił się właśnie napis: “Międzygalaktyczny lot balonem; prezent Noruni; lot numer trzy; peron dziewiąty; godzina odlotu – jedenasta zero zero”, a z głośnika popłynął komunikat: “Uwaga, uwaga! Pasażerowie międzygalaktycznego lotu balonem, lot numer trzy, proszeni są o zgłaszanie się do odprawy na stanowisku dwunastym!”. - To tam – Dino kiwnął głową w stronę stanowisk, gdzie stali pasażerowie. Przy stanowisku oznaczonym numerem dwunastym było pusto. Za niewielkim kontuarem stała mała, złocista gwiazdka. Ubrana była w granatowy mundurek, do którego przypięty został identyfikator z napisem: “Gala – Aeroport – stanowisko 12”. Kiedy pieski podeszły do niej, uśmiechnęła się ciepło. - Dzień dobry – powiedziała. - Zapraszam do odprawy. Czy mogę prosić o bilet? - Dzień dobry. Proszę bardzo – Norunia położyła na kontuarze mały kartonik. - Dziękuję – odparła gwiazdka. Przeczytała go uważnie, po czym kiwnęła głową. - Wszystko się zgadza. Zapraszam państwa do naszego busika, który podjedzie na peron dziewiąty – to mówiąc przepuściła pieski przez metalową bramkę i wskazała ręką drzwi. Norunia podziękowała gwiazdce i wraz z przyjaciółmi przeszła przez duże, oszklone drzwi, pod które właśnie podjechał malutki busik z napisami “Aeroport”. Z przodu i po bokach miał tabliczkę “Peron nr 9”. Uprzejmy kierowca wysiadł z pojazdu, przywitał pasażerów, po czym wszyscy usadowili się w środku i autobusik ruszył. Zaciekawione pieski rozglądały się wokół. Widać było w tle startujące samoloty i helikoptery oraz przemieszczające się w szybkim tempie małe busiki wożące pasażerów. W krótkim czasie przyjaciele dotarli na peron dziewiąty. Gdy wysiedli z pojazdu, ujrzeli stojący na płycie lotniska gigantyczny balon z wielgachnym koszem. Powłoka balonu w kolorze granatowym ozdobiona była kilkoma dużymi srebrnymi gwiazdami, pomiędzy nimi zaś widniał napis “Prezent urodzinowy dla Noruni”. Kierowca życzył pieskom przyjemnej podróży, po czym busik zaraz odjechał. Obok balonu stały dwa promyczki słoneczne, które podeszły do Noruni. - Serdecznie witamy miłych gości – powiedział jeden z nich i ukłonił się uprzejmie. - Zapraszamy na pokład balonu i życzymy wspaniałych wrażeń – dodał drugi. Pieski podziękowały za powitanie i powoli zaczęły wspinać się do kosza. (...) Przedział pasażerski był urządzony bardzo luksusowo. Po obu stronach kosza stały rzędy wygodnych, miękkich foteli z oparciami i zagłówkami ustawione tak, by siedzący w nich mogli bez przeszkód podziwiać widoki. Krystalicznie czyste szybki zostały na razie odsunięte i kosz wypełniało świeże, chłodne powietrze. Jeden z promyczków objaśnił pieskom, jak w razie potrzeby bezpiecznie zamknąć szybki, gdyby było im w czasie przelotu zbyt zimno. Gdy już wszyscy usiedli w fotelach, promyczki zajęły miejsca za sterami i balon zaczął się powoli wznosić w górę, po czym łagodnie kołysząc uniósł się w powietrze i popłynął w dal. Pieski uradowane śmiały się, klaskały w łapki. Słychać było ich wesołe okrzyki. Gucio z wielkim zaangażowaniem robił zdjęcia swoim aparatem, który dostał w prezencie na Gwiazdkę, żeby później stworzyć z nich piękne albumy dla przyjaciół. Widok był zaiste oszałamiający! Balon szybował wśród gwiazd, planet i meteorów. Po drodze mijały go pędzące komety z rozwianymi, długimi warkoczami. Na ziemię spadały gwiazdy i meteoryty. Na galaktycznych chmurkostradach uwijały się promyczki i chmurki sypiące gwiezdny pył, stawiające lampy z blaskiem księżycowym i sadzące drzewa wzdłuż dróg. Każdy pasażer dostał wydrukowany na lśniącym, gładkim papierze program przelotu z opisami wszystkich miejsc, obok których balon miał przelatywać. Norunia przeczytała go dość szybko i dowiedziała się z niego wielu bardzo interesujących wiadomości. Planetę Mars, nazywaną też Czerwoną Planetą zalegają setki wulkanów. Są wśród nich dawno nieczynne kratery, ale większość stożków wciąż grozi wybuchami, które zdarzają się tutaj ciągle. Wylewająca się z kraterów gorąca lawa, zastygająca w czarną magmę, z unoszącymi się nad wulkanami pióropuszami dymu i iskier ognistych jest przyczyną tego, iż planeta nie nadaje się do zamieszkania. Jednakże mieści się tam największa w galaktyce kuźnia, w której wytwarzane są przepiękne dzieła sztuki oraz wyroby użytkowe. Kuźnia ta nosi miano “Królewska”, gdyż właśnie stąd pochodzą wszelkie wyroby przeznaczone dla Słońca i na monarszy dwór. Planeta Jowisz z kolei jest jedną z największych w galaktyce. Dawno temu była miejscem, w którym także wybuchały wulkany, jednak od wieków są to już nieczynne kratery. Obecnie znajdują się tam góry z wulkanicznych skał, porośnięte gęstymi lasami. Wiekowe drzewa oraz przedziwne formy skalne tworzą bardzo ciekawy krajobraz. Tutaj znajdują się także kopalnie odkrywkowe. Stąd pochodzi też marmur, użyty między innymi do budowy pałacu królewskiego. Planeta Uran to królestwo powietrza. Włada nią Wiatr wraz ze swoją małżonką, Mgłą. To miejsce bardzo tajemnicze i niedostępne, otoczone Wielką Błękitną Mgławicą, która pilnie strzeże wszelkich jego sekretów. Neptun jest imperium wody, w którym dominują błękitne oceany, rwące rzeki, głębokie, rozległe jeziora, huczące wodospady. Planeta otoczona jest głębokimi fosami, za którymi ciągną się rzędy fontann. Pomiędzy planetami rozciągają się mgławice. To rozległe przestrzenie, zasnute szarymi dymami, zawiane gwiezdnym pyłem. Wyglądają jak woalowe szale, zamotane wokół asteroid. - Noruniu, spójrz, leci przed nami drugi balon! - Głos Sybi wyrwał Norunię z zadumy. Suczka spojrzała przez siebie i zobaczyła szybujący balon, trochę mniejszy od tego, którym leciała wraz z przyjaciółmi. Leciała nim grupa kotów. Jeden z promyczków wyjaśnił pieskom, iż jest to wycieczka naukowców, którzy zajmują się astronomią i obecnie przebywają na jednej z asteroid, gdzie odbywa się międzygalaktyczna konferencja na temat historii kosmosu. Ten lot balonem jest częścią programu konferencji, gdyż naukowcy chcą osobiście zapoznać się z budową wszechświata. Gdy balon z uczonymi przelatywał obok, pieski pozdrowiły ich, zaś koty skinęły uprzejmie głowami i poleciały dalej, a Norunia z przyjaciółmi poszybowała w przeciwnym kierunku. - Drodzy pasażerowie! Zbliżamy się do królestwa chmur. W zamku odbędzie się uroczysty obiad, na który macie zaproszenie. Za chwilę lądujemy! - powiadomił pieski jeden z promyczków. - Prosimy o zapięcie pasów bezpieczeństwa – oznajmił donośnie drugi. Pasażerowie posłusznie zapięli pasy i w chwilę później balon zaczął powoli zniżać lot, aż wreszcie delikatnie wylądował. Pieski ujrzały rozległy dziedziniec, obsadzony wokół wysokimi modrzewiami i platanami oraz szeroką aleję, wzdłuż której rósł rząd krzewów jaśminu i rododendronów. Na końcu alei znajdował się niewielki zamek, z mnóstwem wieżyczek i baszt. Gdy pieski wysiadły z kosza, przesiadły się do malutkiego chmurkobusu, który zawiózł je prosto pod frontowe drzwi zamku. Tam oczekiwała na nie pani Chmura Gradowa i jej mąż, Kumulus.(...) Wkrótce uroczysty obiad dobiegł końca i goście zaczęli powoli zbierać się do dalszej podróży. Odprowadzani przez dostojnych państwa domu dotarli do końca alei, aż na rozległy trawnik, bardzo przypominający Świetlistą Łąkę, na którym gotowy do dalszego lotu czekał już balon. Pieski pożegnały się serdecznie z Panią Chmurą Gradową i Panem Kumulusem, po czym wsiadły do balonu. Małe promyczki zajęły miejsca za sterami i za niedługą chwilę kosz oderwał się od trawnika, szybując w przestworza. Do granic państewka towarzyszyły mu chmurki z królewskiej gwardii powietrznej, które wkrótce pomachały skrzydłami i odleciały z powrotem do zamku. Balon natomiast pomknął w dalszą podróż (...) i wkrótce przekroczył granicę sąsiedniej galaktyki. Pieski sięgnęły do swoich przewodników, aby przeczytać, co będą mogły ciekawego zobaczyć. Najpierw balon okrążył arktyczne królestwo Zimy – krainę wiecznej zmarzliny, Vinter. Spowita w biel, owiana śnieżycą i zakutana w mróz zimna i wyniosła monarchini sprawowała tam władzę absolutną. Jej pałac z lodu wznosił się wysoko nad śnieżnymi zaspami. Całe gromady maleńkich śnieżynek uwijały się w krainie, nad którą zawsze padał śnieg i nigdy nie świeciło słońce. Gdy pieski obejrzały dokładnie królestwo Zimy, balon poleciał dalej i wkrótce zawisł nad zieloną, pełną barwnych kwiatów planetą. Pieski wiedziały, iż teraz oglądają Var, monarchię Wiosny. Do ich uszu doleciał wesoły śpiew ptaków, kolorowe motyle fruwały całymi ławicami wokół krainy. Tutaj nigdy nie zachodziło słońce, zawsze było ciepło i zielono. Gucio dokładnie obfotografował kolejne, bajeczne widoki, po czym balon pomknął w stronę Sommer, imperium Lata. Tutaj także słońce świeciło przez cały rok. Na tej planecie pieski ujrzały ogromne połacie złotych pól, na których dojrzewały zboża, aleje i sady pełne uginających się pod ciężarem dojrzałych owoców drzew. Łąki, na których rozrzucona, świeżo skoszona trawa pachniała słodko, ciągnęły się całymi kilometrami. Po dłuższej chwili balon odpłynął w kierunku Host. Tam władzę sprawowała Złota Jesień, odziana w szaty przybrane biżuterią z dojrzałych kasztanów, żołędzi i korali jarzębiny. Pod jej nogami zawsze ścieliły się szeleszczące dywany z różnokolorowych opadłych z drzew liści. Ale Host podzielone zostało na dwie równoprawne krainy. W tej drugiej rządziła bliźniacza siostra Złotej Jesieni, smutna, wiecznie zapłakana deszczem jesiennym i osnuta woalami snujących się żałośnie mgieł Słotna Jesień. Części jej królestwa nigdy nie odwiedzało słońce, było ono zawsze osłonięte grubą warstwą nieustannie płaczących chmur. Gdy siedzące wygodnie w koszu pieski wszystko dokładnie obejrzały i nasyciły się widokami, balon poleciał dalej. Zbliżała się pora podwieczorku, który miał się odbyć w jaskini solnej w królestwie Tęczy Kolorowej. Balon wylądował na Regn, pośrodku miękkich chmur. Blask słoneczny wraz z milionami drobniutkich kropelek deszczu zawisłych w powietrzu dawał niesamowity efekt. Przeplatające się kolory tworzyły wszędzie tysiące malutkich tęcz, które lśniąc, mieniły się barwami jak najcenniejsze szlachetne klejnoty. Pieski zostały poprowadzone wprost do ogromnej solnej jaskini, pośrodku której stał duży, owalny stół. Spoczywał na nim obrus z białego muślinu oraz wspaniały porcelanowy serwis do herbaty, malowany w drobniutkie złote gwiazdeczki. Na rzeźbionym bogato, wysokim krześle z czystego kryształu siedziała Tęcza Kolorowa. Ubrana była w długą, złotą szatę, która przy każdym ruchu mieniła się różnymi kolorami. Na głowie władczyni miała koronę w kształcie pryzmatu, utkaną z kropel deszczu i lodowych iskier, przeplatanych promykami słonecznymi. Gdy pieski weszły do jaskini, Tęcza wstała, aby serdecznie wszystkich powitać. Ucieszyła się na widok Noruni, którą wypytywała o dalsze plany związane z łyżwiarstwem figurowym na lodzie. Zaproszone do stołu pieski zajęły miejsca. Drobniutkie iskierki lodowe i kilka promyczków wniosło na tacach dzbanki z herbatą, sokami i wodą, pucharki z lodami oraz patery z ciastkami. Podano także owoce i deser “Tęczowy” z kolorowych galaretek. Po podwieczorku Tęcza osobiście odprowadziła gości do balonu, którym przylecieli. Pożegnała się z każdym bardzo serdecznie, zaś na samym końcu uścisnąwszy Norunię, wręczyła jej małe pudełeczko z kryształu, bogato rzeźbione i ozdobione kolorowym herbem Tęczy." |
| Copyright: Katarzyna Winters and Kei.pl | |